Sprzedaż jest, konwersji nie ma
W pracy z klientami regularnie trafiam na tę samą rozmowę. Sklep widzi w swoim panelu normalną sprzedaż, a konto reklamowe pokazuje spadek konwersji. Klient pyta, czy reklamy przestały działać. Odpowiedź zwykle brzmi: działają, tylko przestaliśmy to widzieć.
Przyczyna jest najczęściej techniczna i niewidoczna dla użytkownika. Sprawdzam wtedy dwa miejsca: przekierowania i kody śledzące.
Przekierowanie, które gubi gclid i parametry UTM
Gdy włączone jest automatyczne tagowanie, Google Ads dokleja do adresu strony parametr gclid, czyli identyfikator kliknięcia. Podobnie działa fbclid w reklamach Meta, a wiele zespołów dodaje własne parametry UTM. Te parametry muszą dotrzeć do strony końcowej, żeby analityka połączyła wizytę z reklamą.
Problem pojawia się, gdy po drodze jest przekierowanie, które przepisuje adres bez nich. Google pisze wprost, że przy stronie z przekierowaniami trzeba zadbać, by gclid dotarł do końcowej strony docelowej, bo inaczej konwersji nie da się śledzić. Typowe przypadki:
- przekierowanie z http na https albo z wersji bez www na wersję z www, ustawione bez przenoszenia parametrów,
- stary adres produktu przekierowany na nowy po migracji sklepu,
- przekierowanie na wersję językową lub regionalną strony,
- skrypt lub wtyczka, która „czyści” adres z nieznanych parametrów.
Klient tego nie zauważy, bo trafia na właściwą stronę. Zauważy to dopiero raport, i to nie wprost: jako spadek skuteczności kampanii.
1. Adres z reklamy
http://sklep.pl/kurtka?gclid=Cj0KCQ…&utm_source=google
Parametry kampanii są w adresie
- przekierowanie 301: http → https://www
2. Strona po przekierowaniu
https://www.sklep.pl/kurtka
Zgubione:
gclidutm_source- wizyta trafia do analityki
3. Raport kampanii
Wizyta bez źródła reklamy: sprzedaż nie zostanie przypisana do kampanii
Znikający kod śledzący: GTM i piksel Meta
Druga grupa problemów to kody, które przestają się ładować. Kontener Google Tag Managera albo piksel Meta jest wklejony w szablon strony. Wystarczy nowy szablon strony produktu, nowy motyw sklepu albo zmiana w ustawieniach wtyczki, żeby kod zniknął z części podstron. Strona działa bez zarzutu, tylko przestaje raportować.
Z tego powodu zawsze pytam klientów, kto ma dostęp do szablonu i czy wie, że w nim są kody kampanii. Bardzo często odpowiedź brzmi, że nikt o tym nie myślał.
Dlaczego to gorsze niż błąd 404
Błąd 404 boli od razu: widać go w ruchu, w odrzuconych reklamach, w telefonach od klienta. Zgubiony identyfikator kliknięcia boli powoli i podwójnie.
- Raporty zaniżają skuteczność kampanii, więc zapadają złe decyzje: obcięcie budżetu działającej kampanii albo wyłączenie dobrej grupy produktów.
- Automatyczne strategie stawek, takie jak docelowy ROAS czy maksymalizacja konwersji, uczą się na zarejestrowanych konwersjach. Gdy część z nich znika, algorytm dostaje fałszywy obraz i zaczyna licytować ostrożniej tam, gdzie reklama faktycznie sprzedaje.
Najgorsze jest to, że po naprawie problemu dane z okresu awarii zostają w historii konta. Nie da się ich dopisać wstecz.
Jak sprawdzić, czy przekierowanie gubi gclid i UTM
Nie potrzebujesz do tego narzędzi. Wystarczy kwadrans:
- Weź adres docelowy z reklamy i dopisz do niego parametry testowe, np.
?utm_source=test&gclid=test123. - Otwórz go w przeglądarce i sprawdź pasek adresu po załadowaniu strony. Parametry powinny nadal tam być.
- Jeśli zniknęły, sprawdź w narzędziach deweloperskich przeglądarki (zakładka Sieć) łańcuch przekierowań i znajdź krok, który je usuwa.
- Na stronie końcowej sprawdź w kodzie źródłowym, czy są kontener GTM i inne kody, których używasz.
- Powtórz to dla każdego typu strony: strony głównej, kategorii, produktu, strony promocji.
Ten sam test dla jednego adresu zrobisz też w darmowym sprawdzaniu przekierowań UTM: pokaże każdy krok przekierowania i parametry, które po drodze zniknęły.
Problem procesu, nie jednej strony
Jednorazowe sprawdzenie niewiele daje, bo strona zmienia się co tydzień. Dane kampanii psują się zwykle przy okazji wdrożenia, które z kampanią nie miało nic wspólnego. Dlatego sprawdzanie przekierowań i kodów śledzących powinno być stałym punktem listy kontrolnej po każdej zmianie na stronie, a nie akcją ratunkową po złym miesiącu.